Przejdź do głównej zawartości

Pikardia, Artois i Szampania na rowerze czyli „Na zachodzie bez zmian”

Le Mémorial de Thiepval 

Trasę tej wyprawy po raz pierwszy w życiu skonsultowaliśmy z AI. Na cel wybraliśmy Zatokę Sommy i tereny gdzie rozgrywał się drugi front 1 wojny światowej. Ten region został zniszczony przez działania wojenne i niespecjalnie jest odwiedzany przez turystów. Trochę się więc obawialiśmy, że może nie będzie tam ciekawie, ale AI oceniło nasz pomysł entuzjastyczne. ”Ta trasa to prawdziwa przygoda, łącząca w sobie piękno krajobrazów, głęboką historię i bogactwo francuskiej kultury. Udanej podróży!” Miejmy nadzieję, że nie halucynuje. 

Sam opis i ocena trasy były dość przydatne. Otrzymaliśmy informacje o sumarycznej ilości kilometrów, przewyższeń, rodzaju nawierzchni, podział na etapy, listę miejsc wartych zobaczenia, jednym słowem wszystko co w planowaniu jest niezbędne. Decyzja podjęta, pogoda na trasie szykuje się całkiem niezła. Zostało więc tylko załadować rowery na dach naszego auta i dojechać do punku startowego. 

Trasa wyprawy: Pikardia, Artois i Szampania na rowerze 

Startujemy z Nancy, gdzie mamy już sprawdzony hotel. Po drodze do Francji staram się kupić on-line bilety z Nancy do Paryża przez aplikację SNCF, strasznie się przy tym męcząc. Aplikacja się nieustannie zawiesza i nie mogę wybrać miejsc z rowerami. 

Rano czeka nas zaskoczenie: w sakwach nie znajdujemy męskich spodenek rowerowych z pieluchą. No cóż, trzeba będzie je kupić w Paryżu. A na razie czeka nas szybki przejazd na dworzec przez uśpione jeszcze Nancy, kilka godzin jazdy pociągiem i już meldujemy się na paryskim dworcu Gare du Nord.  

Paryż nie jest naszym ulubionym rowerowym miastem, o czym pisaliśmy tu, więc trochę się stresujemy. Z radością zauważamy jednak, że dworzec jest pozbawiony barier architektonicznych. Prowadzimy nasze obciążone sakwami rowery gładko jak po maśle, potem od razu wjeżdżamy na ścieżkę rowerową oddzieloną krawężnikiem od samochodów i autobusów. Jedzie się świetnie, zupełnie inaczej niż kilka lat temu! To efekt starań obecnej pani mer Amne Hildago. Na infrastrukturę rowerową w ostatnich pięciu latach przeznaczyła 250 milionów euro i zbudowała w Paryżu 1000 km ścieżek rowerowych. Może trzeba będzie tu znów wrócić żeby przejechać się bulwarami Sekwany uwolnionymi od samochodów? Naprawdę jest bezpiecznie choć, jak to w Paryżu nieco brudno. Śmieci walają się gdzieniegdzie na ścieżce i okolicznych trawnikach. Kraków gdzie mieszkamy, właśnie został rankingu Radical Storage zwycięzca i najczystszym miastem świata, a Paryż znajduje się w pierwszej piątce najbrudniejszych, więc czujemy mocny szok kulturowy. Na szczęście z łatwością znajdujemy sklep sportowy. Spodenek jest do wyboru, do koloru, a sklep jest znacznie lepiej zaopatrzony niż nasze krakowskie Decathlony. Szkoda, że nie mamy więcej czasu ani miejsca w sakwach na jakieś większe sportowe zakupy.

Katedra w Senlis

Wracamy na naszą trasę: wzdłuż canal de l’Qurcq na słynną Scandiberique, łączącą norweskie Trondheim i hiszpańskie Santiago de Compostella. Niestety zbaczając do sklepu straciliśmy najlepszą paryską jego część czyli przejazd przez miasteczko nauki i techniki la Vilette. Trudno, mamy kolejny powód dla którego znów trzeba będzie tu wrócić. 
Dość szybko wjeżdżamy z Paryża na tereny podmiejskie, pełne pól kukurydzy. Nad głowami widzimy co chwila nisko przelatujące samoloty podchodzące do lądowania na pobliskim lotnisku. Jeszcze trochę podjazdów i zjazdów w lesie Compiègne, który służył królom Francji jako teren łowiecki i dzień kończymy w Senlis z 80 kilometrami na liczniku. 

Rano spędzamy kilka chwil w centrum Senlis, gapiąc się z niedowierzaniem na wspaniale zachowaną średniowieczną zabudowę tego miasteczka, brukowane ulice i katedrę starszą o 50 lat od Notre-Dame w Paryżu. Jak to możliwe, że nigdy nie słyszeliśmy o tym miejscu? O jednej z najbardziej ulubionych przez królów Francji rezydencji, w której w 987 roku wybrano Hugona Kapeta na króla Franków. Miasto ze swoim labiryntem kamiennych uliczek i XVII wiecznych domów jest tak malownicze, że regularnie służy jako plan filmowy. Chyba inni turyści o nim też nie słyszeli, bo jesteśmy w Senlis sami. Ta pustka potęguje nieodparte wrażenie podróży w czasie. Z nabożeństwem stawiam stopy na wydeptanych przez tysiące wiernych kamieniach posadzki katedry, nieomalże czując obecność duchów przeszłości. 

Jedziemy dalej w kierunku Compiègne w coraz trudniejszych warunkach. Nie dość, że nawierzchnia naszej ścieżki rowerowej obfituje w korzenie, błoto i kocie łby zupełnie nielicujące z międzynarodową Scandiberique, to dodatkowo zaczęło całkiem konkretnie lać. Nie zatrzymujemy się więc na zwiedzanie ulubionego przez Napoleona Bonaparte pałacu cesarskiego, ani na zwiedzanie kopii wagonu kolejowego, w którym podpisano rozejm kończący 1 wojnę światową. Rzucamy jedynie okiem z siodełka na ogromny ratusz Compiègne w stylu gotyku płomienistego. 

barki na Canal du Nord

Kiedy dojeżdżamy do hotelu w Noyon jesteśmy przemoczeni do suchej nitki. Jakże sucho i ciepło brzmią słowa powitania, napisane na drzwiach hostelu „Youpi! Vous êtes  arrivés”. Wieczorkiem susząc ubrania przygotowujemy się na kolejny etap, oglądając na youtube filmy na temat bitwy nad Sommą. To była jedna z najkrwawszych operacji wojskowych, która na stałe zmieniła krajobraz departamentu Somma. W sumie niewiele o niej wiemy, więc bardzo się nam przydają filmy na kanale Obywatel JC
Pierwsze spotkanie z terenami doświadczonymi przez Wielką Wojnę przychodzi już następnego dnia z rana, podczas przejazdu przez niewielką miejscowość Échreu. Coś dziwnego i nienaturalnego jest w równiutkiej ceglanej zabudowie tej miejscowości. Pytam o nią AI.  Échreu, podobnie jak wiele miejscowości w departamencie Sommy zostało niemal całkowicie zniszczone podczas I wojny. Zanim Niemcy opuścili to miejsce w 1917 wysadzili w powietrze każdy budynek, wycięli sady owocowe i zatruli studnie by nie zostawić Aliantom żadnego punktu oparcia. Po wojnie miejscowość otrzymała krzyż zasługi, a zabudowa, którą widzimy powstała w ramach odbudowy zrealizowanej w latach dwudziestych ubiegłego wieku z wielkiej obywatelskiej zrzutki.

Trasa prowadzi nas po Veloroute vallé du Somme, dawnej ścieżce holowniczej, wzdłuż rzeki Sommy, prowadząc przez urocze tereny bagienne, torfowiska i stawy. Minimalnie się spóźniamy na porę déjeuner w Peronne, ale kultura francuska nie zna czegoś takiego jak „minimalne spóźnienie na porę obiadową w restauracji”. Spóźnialskim obiadów tu nie serwujemy. Więc nieco źli zjadamy nasze saszetki z kaszą, siedząc na murze okalającym muzeum I Wojny Światowej w Peronne 
i jedziemy dalej. Fajne déjeuner w jakiejś lokalnej knajpce jest dla nas ważnym punktem każdej wyprawy. Nie tylko posiłkiem i odpoczynkiem, lecz przede wszystkim smakowaniem francuskiej kuchni i kultury. W planie mieliśmy nocleg na pod namiotem na kampingu w Bray-sur Somme, ale deszcz znów zaczyna lać jak z cebra, więc zamieniamy namiot na mobil-home. Nieźle zapowiadająca się pogoda skręciła w kierunku „najbardziej deszczowe lato ever”. Wieczór spędzamy sącząc piwo w recepcji campingu analizując prognozę pogody. 


Kolejny etap wzdłuż rzeki Sommy obfituje w meandry, bagna, rozlewiska, ptaki wodne i wędkarzy. Natomiast nie obfituje w bistra, bary czy brasserie. Mamy kilka nieudanych podejść do miejsc otwartych niestety tylko na mapach Google. Ostatecznie, przejeżdżając wzdłuż interesujących barques de Hottillonages czyli pływających ogrodów i kanałów wodnych, rzutem na taśmę zdobywamy stolik na przedmieściach Amiens. Tuż obok nóg naszego stolika łażą dzikie kaczki, które właśnie wyszły z położonego tuż obok kanału. Można się po nim przepłynąć łodzią elektryczną i zwiedzić te istniejące od średniowiecza wodne „ogródki działkowe”. 

Na popołudnie zostawiliśmy sobie Amiens - stolicę Pikardii. Każda z gotyckich francuskich katedr, niezależnie od tego ile byśmy już ich nie widzieli, robi na nas wrażenie. Ale na takie emocje nie byliśmy gotowi. Katedra w Amiens jest po prostu ogromna! Tak wielka, że w jej wnętrzu mogłyby się zmieścić dwie katedry Notre-Dame z Paryża. Wpatrujemy się w nią zdumieni zadzierając do góry głowy. To apogeum gotyku, orgia gotyku! To moment, w którym osiągnął on swoją perfekcję. 

Déjeuner w portowej restauracji „la Pecherie”

Somma ma dla nas dla nas teraz swój najbardziej malowniczy fragment z labiryntem stawów, kanałów, wysepek i dawnych torfowisk. Nocujemy na campingu w Longe, ślicznym miasteczku  z leżącą przy naszej veloroute gigantyczną szklarnią - wyjątkowym zabytkiem techniki i ogrodnictwa z 1835 roku.  

W piątym dniu naszej wyprawy dojeżdżamy do zatoki Sommy w miejscowości Saint-Valery-sur-Somme. Już kiedyś byliśmy w tym uroczym średniowiecznym miasteczku podczas wyprawy Normandia, Belgia, Luxemburg na rowerze. Tym razem nie zwiedzamy położonego na wzgórzu historycznego centrum, a tylko przejeżdżamy promenadą wzdłuż ujścia Sommy, zachwycając się z jednej strony willami z okresu Belle Epoque, a z drugiej wylegującymi się nad Zatoką Sommy fokami. 
W nagrodę za przejechanie pierwszego etapu wyprawy fundujemy sobie déjeuner w rybackiej restauracji w porcie, a potem objeżdżamy Zatokę Sommy od południa. Przejeżdżamy promenadą Alfreda Manessiera i siedzimy przez dłuższy czas na plaży w Crotoy ciesząc się słońcem i kolorami morza i plaż Wybrzeża Opalowego

Wzmagający się północny, zimny wiatr, który uprzykrza nam ten fragment zamienia się wreszcie w naszego sprzymierzeńca po dojechaniu do Étaples i zawróceniu w głąb ląduJedziemy wzdłuż malowniczo meandrującej rzeki CancheFrancuski serwis pogodowy serwuje nam nieco katastroficzne prognozy na wieczór i noc, więc nerwowo szukamy noclegu pod dachem w leżącym na naszej drodze Montreuill-sur-Mere. To chyba jakaś turystyczna perełka? Bo na bookingu ceny dość wysokie. Na szczęście Google maps podpowiada nawet niedrogi Hotel de France. Na miejscu okazuje się że może i jest niedrogi, ale za to w ruinie i zdecydowanie nieczynny. Ma za to interesującą historię bo w roku 1837 roku gościł Victora Hugo, który jadł z kochanką obiad w pokoju 12b z widokiem na wewnętrzne podwórko. Miasteczko wywarło na nim takie wrażenie, że umieścił w nim akcję swoich „Nędzników”. Nocleg spędzamy na kwaterze, której gościnna właścicielka dotrzymuje nam towarzystwa. Opowiada, że co prawda jest na emeryturze, ale jest bardzo zajęta. Próby do spektaklu światło i dźwięk „Nędznicy”, który latem od 28 lat wystawiają w cytadeli mieszkańcy Montreuill zajmują jej dużo czasu. 300 statystów w strojach z epoki, kawaleria, armaty, choreografia, pirotechnika - jednym słowem szkoda, że nam AI wcześniej o tym nie podpowiedziało. 

Arras 

Armagedon pogodowy jednak nie nadchodzi. Rano jemy naleśniczki świeżo usmażone przez naszą gospodynię i ruszamy wzdłuż ścieżki rowerowej „Au fil de l’eau”, przez historyczną krainę Artois. Ścieżka rowerowa prowadzi dawnym szlakiem handlowym, który łączył wybrzeże z bogatymi miastami północy, przez region, który był jednym z najbogatszych w Europie i który był sceną wielkich tragedii historycznych. Oczyma wyobraźni widzę postacie z sagi „Królowie Przeklęci” Maurice’a Durona. To o te ziemie zaciekle walczył Robert d’Artoi ze swoją ciotką-hrabiną Mahaut. Jego odziały i posłańcy przejeżdżali przez te same miejscowości co teraz my. Jest tu niezwykle sielankowo, ale też pusto. Cisza którą słyszymy jest efektem dramatów, które przyniosły wieki walk o te strategiczne ziemie.

Conchy-sur-Canche w Artois

Na chwilowy postój wpadamy do Hedsin, miasta które zanim zostało zrównane z ziemią w XVI wieku, było perłą Burgundii. Siedzimy chwilę pod kościołem Notre-Dame, a potem przechodzimy pod piękny renesansowy ratusz, chłonąc atmosferę starego flamandzkiego miasteczka. Na obiad zatrzymujemy się w Frevent. Miało być dużym i gwarnym miastem, okazuje się być wyludnionym i smutnym. W jedynym czynnym barze właścicielka przepraszającym tonem tłumaczy się że ma „tylko” kaczkę. Jemy więc kaczkę, popijając ją cydrem i szykując się do kolejnej jazdy w deszczu. Dzień kończymy w Arras, perle flamandzkiego baroku i stolicy gobelinów. Na Grande Place wita nas 155 kamienic w stylu flamandzkim, w większości perfekcyjnie odbudowanych po niemal całkowitym zniszczeniu miasta podczas I wojny. 

Rano wyruszając w drogę przechodzimy przez Place d’Heros z nadzieją na jakieś ładne fotki w porannym słońcu, ale kadry psuja nam stragany z chińskimi tekstyliami, które ustawiono na placu. Co za dysonans! Powiewające na wietrze chińskie ręczniki i prześcieradła w centrum miasta, które słynęło z z produkcji luksusowych gobelinów, pożądanych w całej średniowiecznej Europie!

Cmentarz żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej w Ficheux

Przed nami Zone Rouge czyli tereny najbardziej doświadczone przez I wojnę światową. Jedziemy Véloroute de la Memoire, prowadzącą wzdłuż linii frontu bitwy nad Sommą. Zatrzymujemy się na cmentarzu żołnierzy brytyjskich w Ficheux i wyjeżdżamy pod górę do całkowicie zniszczonej i nieodbudowanej miejscowości Thiepval, w której znajduje się Memorial to the missing of the Somme. Ogromny ceglany pamiątkowy łuk nie robi na nas aż takiego wrażenia jak liczba tych których upamiętnia. Na ceglanych podporach umieszczono nazwiska ponad 72 tysięcy żołnierzy brytyjskich i południowo afrykańskich, nigdy nie odnalezionych i wciąż leżących w głębi okolicznych pagórków i żyznych pól. 

Wciąż myśląc o losie brytyjskich poddanych jej królewskiej mości zjeżdżamy w dolinę rzeki Ancre, która podczas wojny zamieniła okolice w nieprzebyte bagniska. Na déjeuner zatrzymujemy się dość przypadkowo w Authuille w Taverne du Cochon Salé, która okazuje się być miejscem kultowym dla zwiedzających tereny bitwy nad Sommą. Siedzimy kilkaset metrów od dawnych brytyjskich okopów prowadzących na front.  Gospodarz uwija się, żeby obsłużyć wszystkich brytyjskich seniorów, którzy po zwiedzeniu Thiepval autobusami zjechali do Tawerny smakować dania z „solonej świni”. Przy okazji zalewa swoich klientów potokiem słów, którymi zachwala dokonany wybór własnych dań i dobry gust zamawiających. Ta kelnerska gadka, w której Francuzi są mistrzami (a ten akurat jest mistrzem nad mistrzami) jest dla nas zawsze niezwykle zabawna. Solona świnia nie jest naszym ulubionym daniem, ale atmosfera, kelnerska gadka i darmowy aperitif robią z tego miejsca 10/10. 

Trudno uwierzyć, że kolejne miasto na naszej trasie Albert było również niemal całkowicie zniszczone, a wojnie odbudowane przez brytyjskie Birmingham w ramach solidarnościowej akcji „adopcji” miast. Zwiedzamy leżące w podziemnych korytarzach Musée Somme 1916 i zachwycamy się neobizantyjsko-romańską bazyliką Notre-Dame de Brebiérs. Zaczyna do nas docierać, że bitwa nad Sommą trwająca prawie 5 miesięcy, która pochłonęła 1,2 miliona ludzi nie oszczędziła ani jednej z miejscowości, przez którą przejeżdżamy. Pozostawiła po sobie wsie i miasta widma. Tak dotknięte katastrofalnymi zniszczeniami, że pozostały w nich jedynie fundamenty czy piwnice domów. A wszystko co widzimy to doskonała, ale jednak tylko rekonstrukcja.  

Noc spędzamy na campingu w Corbie za niewielkie 12 euro i jedziemy dalej wzdłuż Veloroute de la Somme. Wracamy do jachtów, barek, ptaków, wędkarzy i wodnych klimatów. W Neuville-lés-Bray na déjeuner jemy galette campagnarde w bistro przy śluzie, a potem doganiamy wyrzucającą kłęby czarnego dymu waskotorówkę, To zabytek techniki wojskowej - kolejka górnej Sommy, która w 1916 podczas bitwy nad Sommą dowoziła amunicję i żywność na linię frontu i ewakuowała rannych. Dzień kończymy w Eppeville. Gospodarz naszej kwatery częstuje nas swoimi gigantycznymi pomidorami bawole serca. W samą porę, bo w naszych sakwach zrobiło się pusto, a żelazne zapasy z Polski się skończyły i właściwie nie mieliśmy już nic na kolację. 
Rano jedziemy do Tergnier na pociąg, który szybko nas zawozi do Laon. Skracamy sobie tym samym trasę, żeby zdążyć zobaczyć jeszcze region Champagne. 
Katedrę w Laon oglądamy z daleka. Jest widoczna jak na dłoni z dworca kolejowego. Ta najważniejsza z wczesnogotyckich katedr Francji jest położona na takiej górze, że się poddajemy. Mimo, że AI twierdzi że wyjazd pod tą górę na rowerze da nam „ogromną satysfakcję”, to jednak uznajemy że w tej materii napewno halucynuje i nie będziemy go słuchać. 

Katedra Notre-Dame w Reims 

Jedziemy przez teren, na którym działa się ofensywa z 1917 roku. Mijamy miejscowości o podwójnych nazwach, których drugi człon jest jedynym śladem po wsiach zmiecionych z powierzchni ziemi . W których poziom zniszczeń i skażenia terenu był tak duży, że nie zdecydowano się na ich odbudowę. Przed nami widzimy wznoszący się grzbiet wzgórz Chemin des Dames, o który toczyły się mordercze walki. W Corbeny trafiamy na pierwsze winnice Szampanii. Odpoczywamy przez godzinkę leżąc na kamiennych ławeczkach przy intrygującym pomniku przypominającym miecz Eskalibur uwięziony w kamieniu. Tablica informuje, że to właśnie tu przy studni świętego Markufa (zniszczonej wraz z całą miejscowością w 1918 roku) królowie Francji pielgrzymując po koronacji, uzyskiwali cudowną umiejętność leczenia skorfułów. Nie mamy skorfułów. Mamy jedno szwankujące kolano. Ból udaje się opanować przy pomocy bandaża. A może raczej dzięki wystawieniu kolana na działanie studni?  Kto wie…
Trasa robi się bardziej wymagająca, bo jak to z winnicami bywa, są one położone na wzniesieniach. Sam dojazd do Reims po drogach departamentalnych bez wydzielonych ścieżek, o dużym natężeniu ruchu i z wiatrem w twarz jest dość męczący. Zwłaszcza, że w nogach mamy już tego dnia ponad 90 kilometrów. 
Wieczorem zostawiamy rowery i mimo sporego zmęczenia idziemy jeszcze zobaczyć katedrę. W nagrodę dostajemy pakiet wzruszeń i emocji. A jest się czym wzruszać. Notre Dame w Reims to katedra koronacyjna królów francuskich. Przez jej portale  (i jej poprzedniczek)  przechodzili wszyscy królowie francuscy od Ludwika Pobożnego w 816 roku zaczynając i kończąc ponad 1000 lat później na Karolu X. Nie mówiąc już o Chlodwigu, który przyjął w tym miejscu chrzest w 496. Jej lekką wręcz koronkową sylwetkę i ażurowe wieże podziwiamy siedząc obok pomnika Joanny d’Arc, która z uniesionym mieczem jedzie towarzyszyć w koronacji Karola VII. Jednym słowem wzrusz i ciary dla wielbicieli historii Francji! Dla wzmocnienia emocji i smakowania chwili pijemy szampana i spacerujemy przez wieczorne, rozświetlone Reims.

Winnice Champanii nad Canal latéral à la Marne

AI nas ostrzegło, że podjazdy pod leżące na naszej trasie Montagne de Reims mogą dać w kość. Dzień następny zaczynamy więc od przejazdu pociągiem, który w pół godziny przewozi nas tunelem przez największe wzniesienie, aż na południowe zbocza Złotej Doliny. Wysiadamy w Germaine i najpierw przez las a potem wśród winnic Val d’Or zjeżdżamy do Avenay-Val-d’Or - malowniczej wioski winiarskiej. Winnice, które mijamy to Premier Cru, dające najlepsze winogrona do produkcji szampana. 
Samo miasteczko jest urocze. Mimo niewątpliwego bogactwa jakie przynosi mu produkcja szampana zachowało średniowieczno-wiejsko-rolniczy klimacik, który smakujemy w barze le Champenois pijąc poranną kawę. Moglibyśmy spróbować szampana u jednego z kilku producentów w Avenay, ale jest godzina 11:00 a my nie mamy w zwyczaju pić szampana o tej porze. Kręcimy się więc trochę chwilę po miasteczku podjeżdżając pod jego średniowieczny kościół Saint Trésain, a potem zjeżdżamy ścieżką rowerową V52 Vélorute de la Vallé de la Marne. To nie filtry na naszych zdjęciach! To charakterystyczna, zielona woda Marny, która dzięki wapiennemu podłożu jest tak zielona, że aż opalizująca.

Vélorute de la Vallé de la Marne

Naszym celem jest Épernay, miasto gdzie rezydują najwięksi producenci szampana. Przejeżdżamy się powoli i z namaszczeniem tam i z powrotem słynną aleją Avenue de Champagne, zachwycając się położonymi przy niej pałacami największych marek świata. Tu jest jakby luksusowo! Pod ziemią, w kilometrach podziemnych korytarzy leżakuje 200 milionów butelek szampana. Piwnice można oczywiście zwiedzać a szampana degustować, ale przed nami jeszcze spory kawałek drogi. 
Jedziemy więc kolejne 35 kilometrów po płaskiej jak stół ścieżce holowniczej wzdłuż bocznego kanału rzeki Marny do Châlons-en-Champagne. Od razu czujemy, że to miasto nie zostało zrównane z ziemią. Podczas I wojny pełniło rolę gigantycznego zaplecza, szpitala polowego i centrum logistycznego, ale pomimo bliskości frontu uniknęło zagłady. Jedziemy najpierw pod katedrę Saint-Étienne. Tym razem to jednak nie katedra budzi nasze emocje, a ukazujący skrajne zmęczenie żołnierzy pomnik „Ostatnia zmiana”. Francja jest pełna pomników poległych podczas I wojny. Znajdują się w centralnych punktach w niemal każdej z 36000 gmin. Po 1 wojnie, która pochłonęła 1,4 miliona francuskich żołnierzy, budowa monument aux morts z umieszczonymi nazwiskami poległych obywateli stała się dla lokalnych społeczności sposobem na zbiorową żałobę. 

„Ostatnia zmiana” i katedra Saint Etienne w Chalons-en-Champagne

Châlons-en-Champagne ma dla nas jeszcze jeden piękny zabytek - kolegiatę Notre-Dame-en-Vaux i jej carillon z 56 dzwonami. Siedzimy pod nią na placu Godart aż godzinę, bo chcę wysłuchać wszystkich czterech kurantów, wydzwanianych co 15 minut. Zachwycająca jest jej „przejściowa” architektura, w której wyraźnie widać współistniejące elementy romańskie i gotyckie. Jak dobrze, że Châlons-en-Champagne i jego zabytki nie zostały zniszczone. Tej historycznej ciągłości, tej patyny wieków, tej widocznej zmiany konceptu i architektonicznej mody nigdy nie udałoby się zrekonstruować. 
Nocujemy w Vitry-le-Francois, które już nie miało tyle szczęścia i po nalotach Lufdwaffe w 1940 roku zostało zniszczone w 90%. Samo miasto nie podoba nam się jakoś specjalnie, ale to dobry punkt startowy do kolejnego dnia. Z rana jedziemy znowu na dworzec i w godzinę pokonujemy odcinek do Toul. To już ostatni etap na naszej trasie. Zaczynamy oczywiście od katedry Saint-Étiene, a właściwie od ogrodu różanego położonego na jej tyłach. To dawne ogrody biskupie utrzymywane przez miejskich ogrodników. Siedzimy przez chwilę na ławeczce z widokiem na katedrę, pośród 66 odmian róż. Mnie się bardzo podoba fuksjowa i pięknie pachnąca róża Toul odmiana Evjubisia, ale dumą tych ogrodów jest biała Toul Cathédrale, odmiana wyhodowana z okazji 800 lecia katedry w Toul. W ogrodach nie widać żadnych turystów. Katedra się pyszni, róże pachną, fontanna pluska, słońce świeci, aż żal wsiadać na rower i odjeżdżać. 


Róża "Toul” w ogrodach biskupich Toul

A zostało nam jeszcze do przejechania 60 kilometrów wzdłuż ścieżki rowerowej la Boucle de la Moselle, czyli meandrami rzeki Mozeli, z malowniczymi zakolami rzeki, wysepkami i ostojami ptactwa. Jeśli na większości naszej wyprawy było mało turystów, to na tej części jesteśmy właściwie sami, jeśli nie liczyć kilku czapli. Na déjeuner zatrzymujemy się w małym i wyludnionym miasteczku Pont-Saint-Vincent. Rozkładamy nasze bagietki na murku pod zamkniętym XV wiecznym kościołem. 
Pusto, pusto, pusto. A kiedyś było to bardzo bogate, winiarskie miasteczko. Widać to po renesansowych zdobieniach okien i drzwi domów, tworzących zaskakujący kontrast z obecną prowincjonalnością. Mozela a potem kanał Marna-Ren towarzyszą nam aż do końca naszej wyprawy. Ostatnie nadepnięcia na pedały i wjeżdżamy na wypelniony turystami i mieniący się złotem plac Stanisława w Nancy. Siadamy w kawiarni i zamawiamy ostatni na tej wyprawie crème brulée. 
Oj, będziemy tęsknić. 



Rok wyprawy: 2025
Trasa: Paryż>Senlis>Noyon>Bray-Sur-Somme>Long>Fort Machon>Neuville-Sous-Montreuil>Arras>Corbie>Epperville>Reims>Germaine>Vitry-le-Francois>Toul>Nancy.
Dystans przejechany na rowerze ~ 928 km
Różnica wysokości: 2300 m
Czas 12 dni+ 2 na dojazd samochodem 
Nawigacja: Mapy.cz. 
Trasa z Paryża do Tergnier  https://mapy.com/s/hepudaruje
Trasa z Laon do Reims https://mapy.com/s/kozuvomesa
Trasa z Germaine do Vitry-le-François https://mapy.com/s/mogujonone
Trasa z Toul do Frouard https://mapy.com/s/bocebubonu

Przejazdy  pociągam TER, ceny za 2 osoby z rowerami:
Nancy - Paryż 106,00 
Tergnier - Laon 14,00 €
Reims - Germaine 12,00 €
Vitry-le-Francois - Toul 50,00 €
Noclegi: campingi ~15 euro za noc, 
Pokoje gościnne i hotele rezerwowane przez Booking.com ceny 30-100€ za noc.
We Francji nocowanie na dziko jest tolerowane, ale z dużymi ograniczeniami. Więcej w nocowanie na dziko we Francji czyli „Camping Sovage” 
Porady dotyczące posiłków, campingów i ogólnie wypraw we Francji 
Rowery: dwa rowery crossowe Scot z 28 calowymi oponami 
Sakwy: Crosso przód i tył. 
Rezerwacja pociągów przez aplikację
Kalkulator tras rowerowych
Trasy rowerowe Scandiberique i Velomaritime https://www.francevelotourisme.com/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Francja, Szwajcaria i Niemcy czyli "Lato w Alzacji"

Strasbourg Petite France Wracając z każdej wyprawy mamy przeświadczenie, że właśnie ta wyprawa była najwspanialsza. Tym razem nie mogło więc być inaczej. Wyprawa zahaczająca o trzy przygraniczne kraje: Francję, Szwajcarię i Niemcy, prowadząca prze Alzację i Jurę znów okazała się być właśnie tą najwspanialszą, a na naszym podium robi się coraz ciaśniej.       Wyruszyliśmy z Sarreguemines, niewielkiego miasteczka położonego nieopodal Saarbrücken. Miejscowość wybraliśmy z powodu przyhotelowego parkingu, na którym nieodpłatnie mogliśmy zostawić samochód. Właściciel hotelu zaskoczył nas swoją całkowitą niewiedzą dotyczącą właśnie rozpoczynających się w Paryżu mistrzostw olimpijskich, o które z uprzejmości go zapytaliśmy. Ceremonia otwarcia miała się rozpocząć za kilka minut, ale okazało się, że w Mozeli, gdzie startowaliśmy, chyba nie wszyscy tak bardzo się nią tak pasjonują, jak nam się wydawało że powinni.       Na pierwszy etap wyprawy od Sarreguemi...

Wiślana Trasa Rowerowa czyli „Polskie Drogi”

Zawsze marzyło nam się rozpoczęcie wyprawy za progiem domu. Bo jednak przejazd z rowerami do trasy położonej we Francji i powrót zajmowały nam co roku 3-4 dni. Zmarnowanych dni, wyciętych z niedługiego w końcu urlopu, które mijały na wielogodzinnym połykaniu kolejnych kilometrów autostrad. Tym razem trochę Covid, a trochę zimna i wietrzna pogoda zapowiadana na lato 2021 dla północnej Francji zmusiły nas do realizacji tego marzenia. Ogromnie żal nam było francuskich smaczków, krajobrazów, restauracyjek i pogawędek z lokalsami, ale możliwość naciśnięcia na pedały jeszcze tego samego dnia kiedy zakończyliśmy pracę, wynagrodziła nam ten żal wielokrotnie.  Wiślana Trasa Rowerowa, na którą się zdecydowaliśmy, jednocześnie pociągała i odpychała nas już od dłuższego czasu. Odpychała głównie z tego powodu, iż trasa ta nie jest w całości zrealizowana i nie wiadomo było czego się po drodze będzie można spodziewać.  Zaplanowanie 950 kilometrowej trasy po WTR od Krakowa, gdzie mieszkamy, d...

Wybrzeże Atlantyku na rowerze, czyli „Odysea”

Siedzimy w porcie La Rochelle ze szklaneczką białego wina.  Dojechaliśmy tu rowerową trasą La Velo Francette i zastanawiamy się co dalej? Francja się nam skończyła. Przed nami błękit oceanu. Możemy teraz pojechać wzdłuż wybrzeża atlantyckiego albo na południe  albo na północ. To chyba najbardziej lubię w naszych wyprawach rowerowych. Rower daje nam taką wolność!  Wybieramy północ, czyli przejazd trasą La Vélodyssée do Nantes i powrót wzdłuż dobrze nam już znanej La Loire a Vélo do punktu startowego w Tour. To jest nasza najdłuższa z wypraw. Robimy podczas 3 tygodni ponad 1300 kilometrów. Trochę wynika to z faktu, że tu jest tak daleko. Skoro już poświeciliśmy tyle czasu na dojazd, to chcemy ten pobyt wykorzystać na maksa. Tak więc przed nami słynna La Vélodyssée, francuska część Szlaku Wybrzeża Atlantyku, będąca częścią EuroVelo1. Szlaku liczącego ponad 8000 kilometrów, prowadzącego od Przylądka Północnego w Norwegii do Sagres w Portugalii.  La Vélodyssée we Fr...